Enteogród

Miejsce, gdzie wzrasta świadomość


Neuroiluzja

Czyli pierwszy poziom wyzwolenia.

Liczne tradycje duchowe mówią o warstwie iluzji, którą mylnie bierzemy za rzeczywistość. Nazywają ją różnie: maja, samsara. Cel duchowej ścieżki jawi się zwykle jako wyzwolenie: moksza, samadhi, nirwana, to tylko różne słowa wskazujące ten sam kierunek.
Warstw iluzji jest bardzo wiele – w tym tekście jednak skupiam się na bardzo przyziemnej i materialnej iluzji. Iluzji związanej z chemią naszego mózgu.

Przez wieki ludzkość odkryła i stworzyła mnóstwo substancji, które mają nam zapewniać dobre i przyjemne samopoczucie, niwelować lęk, podnosić pewność siebie i efektywność.
Substancje te działają na nas poprzez łączenie konkretnych cząsteczek chemicznych z receptorami w naszym mózgu.
Na przykład cząsteczki alkoholu czy benzodiazepin łączą się z receptorami typu GABA, co wywołuje w nas uczucie uspokojenia, zmniejsza lęk społeczny i granice naszych zachowań.
Z kolei cząsteczki nikotyny, amfetaminy lub metamfetaminy wiążą się z naszymi receptorami dopaminergicznymi, co daje nam uczucie nagrody, satysfakcji, pewności siebie.
Mamy też w mózgu cały szereg innych receptorów, by wymienić tylko kilka: opioidowe (do nich podłącza się heroina, morfina, łagodząc ból), kannabinoidowe (do nich łączy się THC) czy serotoninergiczne (do nich łączy się MDMA jak i antydepresanty SSRI).

W ten sposób możemy niemal dowolnie „wciskać guziczki” w swoim mózgu i wywoływać pożądane reakcje.
Na to oczywiście swoje krótko- i długofalowe konsekwencje na poziomie neurologicznym, psychologicznym i życiowym, ale nie będę się tym dzisiaj zajmować.

Bo tak naprawdę co do swojej natury konsekwencja jest jedna: życie w iluzji. I to dosłownie: dla naszego mózgu, a zatem i naszego doświadczenia, stan po wciśnięciu chemicznego guzika nie różni się niczym od naturalnego stanu wywołanego zdarzeniem, dla którego dany receptor wyewoluował.

Niektórzy mogą zapytać: no właśnie, skoro się nie różni, to w czym problem? Co to za różnica, czy będę zadowolony, bo czegoś dokonałem, czy będę zadowolony, bo wcisnąłem sobie guzik w głowie?

Konkretne receptory reagujące na dane neuroprzekaźnik wyewoluowały z nami w celach adaptacyjnych. Po to, aby nagradzać nas za zachowania wzmacniające i wspierające ewolucję. A zatem również wzmacniające i wspierające nasz dobrostan. W ten sposób Matka Natura uczy nas, jakie zachowania są dla nas korzystne, a jakie nie.
Bliskość z drugą osobą jest nagradzana oksytocyną.
Odkrycie czegoś nowego jest nagradzane dopaminą.
Przebywanie na słońcu jest nagradzane serotoniną.
Aktywność fizyczna jest nagradzana endorfinami.

Dzięki temu zdrowy, zharmonizowany człowiek nie potrzebuje ekspertów, naukowców i odgórnych, zewnętrznych autorytetów, żeby mówili mu, co jest dla niego zdrowe, a co szkodliwe (niebezpieczne, prawda?).
Informuje go o tym jego własne ciało.

No właśnie – zdrowy i zharmonizowany człowiek.
Kiedy pijemy alkohol, palimy nikotynę, zażywamy wszelkiego rodzaju używki lub ulegamy zachowaniom takim jak hazard, nałogowa masturbacja, oglądanie filmów porno, taśmowe oglądanie seriali (żeby wymienić tylko kilka!), uczymy nasz mózg polegania na zewnętrznych źródłach „dobrych neuroprzekaźników”.
Zanurzamy się w iluzji, wykreowanej bajce miłego samopoczucia, które tak naprawdę nie ma uzasadnienia – bo nie robimy dla siebie w danym momencie nic dobrego.

Oglądanie serialu przez czwartą godzinę nie zbliża nas do naszych celów. Kolejna wypalona fajka nie rozwiązuje naszego problemu. Zjedzona paczka czipsów nie odżywia ciała.
Ekscytacja wywołana wygraną w ruletkę szybko zmienia się w żal wywołany przegraną.

W ten sposób zaburzamy swój wewnętrzny kompas – tę mądrość, która wie, co jest dla nas dobre. Kompas z rozmagnetyzowaną igłą zaczyna szaleć, szukając źródła szczęścia w nowych użytkach, mocnych doznaniach, nowych przedmiotach.

Oddalamy się od siebie samych i od rzeczywistości.
Aplikacja musi nam przypominać o tym, żeby pić wodę i wyrobić dzienną normę kroków. Eksperci muszą nam mówić o tym, że ekspozycja na światło słoneczne i spacery w lesie są zdrowe (sic!). Zaczynamy rozumieć potrzebę bliskości z innymi dopiero, gdy jej brak zaczyna być dojmujący.

Jeżeli pojawiają się w nas stany lękowe, depresyjne – są często sygnałem od tego naszego wewnętrznego kompasu, że coś nie działa, halo, proszę się obudzić!
Zagłuszanie tych sygnałów lekami może być wtedy najgorszym, co sobie zrobimy – upadniemy jeszcze głębiej w iluzję.

(Żeby było jasne – możliwość stosowania wszelkiej maści leków, substancji może też pełnić rolę swoistej „tylnej furtki”, gdy człowiek nie jest w stanie sam siebie zharmonizować, bo na przykład przebywa w środowisku, które mu to uniemożliwia. Czasami potrzebna jest interwencja mająca na celu zewnętrzną regulację, zawsze jednak powinna być poddana uważnej rozwadze i być stosowana w ograniczonym zakresie czasowym).

To jeden z kontekstów, w jakich można rozumieć zawartą w licznych tradycjach duchowych obietnicę wyzwolenia. Najbardziej podstawowy, neurologiczny poziom znaczenia przesłania, które mówi: masz w sobie wewnętrzną mądrość. Nie musisz być niewolnikiem zewnętrznych podmiotów i przedmiotów, które pociągają za twoje sznurki i wciskają twoje guziki.

Po prostu przebudź się i zobacz rzeczywistość.



Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Witaj w enteogrodzie

To bezpieczne miejsce odgrodzone od zgiełku chaosu, w którym można pielęgnować świadomość i dawać jej warunki do wzrostu. Jeśli poświęcisz jej wystarczająco dużo cierpliwości i uwagi, wyda Owoc Życia.

Podziękuj nam

Podoba ci się to, co robimy? Możesz nam podziękować tutaj, kupując nam wirtualną książkę. Dzięki temu będziemy mogli kontynuować swoje studia i pracę nad blogiem, by pisać dla ciebie jeszcze lepsze artykuły.