Zapewne pisząc ten tekst ryzykuję, że kilka osób straci do mnie sympatię lub że przestanę być mile widziana w niektórych kręgach. Trudno – czuję potrzebę podzielenia się tymi przemyśleniami i swoim doświadczeniem w nadziei, że dzięki temu ktoś kiedyś uniknie nieprzyjemnego rozczarowania. Nie jest moją intencją oceniać czy urazić kogokolwiek z moich znajomych – raczej opisać pewne zjawisko i – być może niewidoczne dla biorących w nim udział osób – jego konsekwencje.
O co chodzi?
O piramidę finansową, która jest sprzedawana w środowisku warsztatowo-kręgowo-rozwojowym, szczególnie wśród kobiet, pod płaszczykiem „transformacyjnego procesu uzdrawiania/stawania w swojej mocy/kobiecej inicjacji (niepotrzebne skreślić)”, „tkania marzeń”, „kręgu błogosławienia”, „mandali świętej ekonomii” czy czegoś o równie zachęcającej nazwie.
Być może jesteś kobietą, która obraca się w tym środowisku i już dostałaś zaproszenie do tego typu grupy i wiesz, o czym piszę. Jeśli nie – lepiej zapnij pasy, bo zanurkujemy głęboko w króliczą norę. Mam nadzieję, że wytrwasz do końca tego tekstu, bo chcę w nim poruszyć liczne i bardzo nieoczywiste wątki.
Zaczyna się niewinnie
Pisze do ciebie koleżanka. Być może jest to osoba, u której byłaś kiedyś na jakimś warsztacie, albo znajoma z jakiegoś kursu. Może osoba, którą obserwujesz na Instagramie, albo po prostu dalsza znajoma. Pyta, czy masz chwilę, żeby pogadać. Sprawa nie nadaje się do pisania. Pierwsza reakcja? Zazwyczaj radość, że ktoś chce pogłębić z tobą relację, albo troska, że może coś się stało i jest potrzebna pomoc. Znajdujesz więc czas na rozmowę i… od słowa do słowa zostajesz zaproszona do cudownej, transformującej grupy, która zabierze cię w proces samouzdrowienia i pozwoli spełnić swoje marzenia. W jaki sposób? Przechodząc przez cztery żywioły zintegrujesz w sobie ich jakości, a dzięki wsparciu grupy będziesz cały czas motywowana do regularnej praktyki i pracy nad sobą. Przejdziesz przez inicjację czterech żywiołów, a kończąc inicjację ostatniego z nich, dostaniesz w darze 8000 zł. Wystarczy na wejściu wpłacić tysiaka. Cudowny biznes, ośmiokrotne pomnożenie inwestycji, nic tylko spełniać marzenia.
Gdzie jest haczyk? Przechodząc przez żywioł Powietrza musisz tylko znaleźć kolejne dwie osoby, które „wejdą do gry” i wpłacą 1000 zł. Co się stanie, jeśli nie znajdziesz dwóch kolejnych ochotniczek? Tego niestety nigdy żadna zapraszająca osoba mi nie powiedziała, bo zapewne sama tego nie wiedziała – wszak rozmawiała ze mną sama na etapie, gdy nie doszła jeszcze do ostatniego żywiołu, by zgarnąć „dar”, bo dopiero rekrutowała kolejne osoby zapewniające tegoż daru sfinansowanie.
Coraz mniej niewinna manipulacja
Podczas pierwszej takiej rozmowy w mojej głowie rozdzwoniły się wszelkie możliwe dzwonki alarmowe. Hola, hola, podpowiadał głos rozsądku. A co, jeśli nie znajdziesz dwóch osób chętnych dołączyć do tego procesu? Stracisz tysiąc złotych.
Podzieliłam się tym zastrzeżeniem z koleżanką. Co usłyszałam w odpowiedzi? „Kochana! To się jeszcze nigdy nie zdarzyło, inaczej byśmy teraz nie rozmawiały. A poza tym… Boisz się stracić pieniądze? To tym bardziej znak, że powinnaś dołączyć do naszego kręgu, żeby przepracować ten lęk. Naucz się puszczać wolno, aby móc otrzymywać dary Wszechświata! Dzięki temu procesowi nauczysz się świętej ekonomii wolnej od systemowych kajdanów…”
Zatrzymam się przy tym na chwilę, bo chcę, żeby to wybrzmiało. Mam nadzieję, że już to czujecie. To zapach manipulacji… i to takiej najgorszego rodzaju, bo żerującej na naszym poczuciu niedoskonałości i skłonności do szukania w sobie winy (jakże powszechnego na podlewanej martyrologiczno-katolickim sosem polskiej ziemi). Przypomnę, że jest to oferta kierowana zazwyczaj do osób zainteresowanych warsztatami samopomocowymi, rozwojem duchowym, samodoskonaleniem. Pracujących z emocjami, w tym z lękiem. Często w procesie psychoterapii (wrócę do tego jeszcze). Często szczególnie podatnych na sugestię, że mają coś jeszcze do przepracowania. Szczególnie z ust osoby, którą w jakiś sposób szanują (bo na przykład były u niej na warsztacie albo obserwują jej treści na Instagramie). I tutaj, gdy wyrażamy swoje obawy (przypomnę: u zdrowej, niezaburzonej osoby strach/obawa jest mechanizmem, którego zadaniem jest chronienie nas przed niebezpieczeństwem) na białym koniu wjeżdża gaslighting[1]: ucisz ten swój lęk, bo powstrzymuje cię przed obfitością!
Drugi poziom manipulacji do specyficzny, new-age’owy język, jakim posługują się „rekruterzy”. Typowy tekst: „kochana, pojawiłaś mi się w polu” – za pierwszym razem zabrzmiał, jakby to jakaś opatrzność nas połączyła, jakby siła wyższa chciała mnie skłonić do przystąpienia. Za drugim i trzecim razem brzmiał śmiesznie. Za czwartym dał mi przekonanie, że uczestniczki „kręgu” otrzymują specjalny „poradnik sprzedaży”, który operuje takim językiem.

No dobrze, ale co to właściwie jest ta piramida finansowa?
Cytując za wikipedią: „Piramida finansowa (ang. Pyramid scheme) – struktura finansowa, w której zysk konkretnego uczestnika jest bezpośrednio uzależniony od wpłat późniejszych uczestników, stojących niejako niżej w tej strukturze. […]
Mechanizm działania piramid finansowych polega na pozyskiwaniu przez ich założycieli jak największej liczby uczestników, którzy – zachęceni obiecywanymi zyskami – wpłacają im pieniądze. W praktyce rzadko są świadczone usługi finansowe. Organizatorzy namawiają zwykle uczestników piramidy finansowej do werbowania kolejnych osób. Z tego powodu piramidy finansowe są z góry skazane na upadek, bowiem system wymaga lawinowego dopływu nowych uczestników, a taka możliwość jest ograniczona. Hipotetyczna piramida, która wymagałaby zwerbowania przez każdego uczestnika sześciu kolejnych, już na dziesiątym jej poziomie musiałaby mieć liczbę uczestników większą o 60% od liczby mieszkańców Polski, a na trzynastym poziomie liczbę uczestników znacznie większą od liczby mieszkańców świata.
Struktura piramidy finansowej istnieje zatem dopóki suma wycofywanych przez uczestników pieniędzy jest niewielka w stosunku do napływających do systemu nowych środków. Zgodne z ustaleniami wypłaty środków pierwszym uczestnikom piramidy usypiają czujność kolejnych, liczących na rzekomo łatwe, pewne i wysokie zyski. Im bardziej organizatorom udaje się wydłużyć okres nowych wpłat i im więcej ma ona poziomów, tym więcej uczestników jest poszkodowanych w chwili jej upadku – często tracą oni większość lub nawet całość powierzonych środków.
Klasyczne piramidy finansowe można poznać po tym, że otwarcie wskazują na to, że jedynym źródłem zysków uczestników są wpłaty od kolejnych osób. Mechanizm ich działania jest jednak często maskowany za pomocą pozornego oferowania inwestycji w określone aktywa (np. nieruchomości, metale szlachetne [lub transformujący proces inicjacji, tzw. INWESTYCJA W SIEBIE – przyp. Autorki]). Bardzo często zdarza się, że uczestnicy orientują się, że zostali oszukani dopiero wówczas, gdy organizator ma trudność w regulowaniu zobowiązań lub wręcz wtedy, gdy piramida upada.”
Poniższy schemat opisuje to w ten sposób:

4 darczyńców + dwóch trenerów + 1 lider = jedna grupa po każdej stronie kręgu. Zadaniem każdej grupy jest „pobłogosławić” otrzymującego dar. Kiedy otrzymujący jest w pełni „pobłogosławiony”, wychodzi z kręgu i liderzy zostają otrzymującymi dla dwóch kolejnych grup. Każdy przesuwa się ku środkowi koła, zajmując miejsce poprzednich osób. Darczyńca ->trener->lider->otrzymujący.
Niebiescy: Ofiarowują dar i uczą się, jak działa krąg. Muszą dać się trenować, uczyć i być zastępowalni.
Zieloni: Są odpowiedzialni za to, by niebiescy byli dobrze poinformowani. Uczą niebieskich jak zaprosić dwóch kolejnych darczyńców.
Różowi: To liderzy kręgu. Sprawdzają, jak się mają ludzie, utrzymują wysoki poziom zaangażowania. Odpowiadają na pytania i przekazują informacje. Przygotowują swoją grupę do rozdzielenia.
Fioletowi: Świętują! Dbają o to, by wszyscy byli na bieżąco poinformowani. Kiedy otrzymują „błogosławieństwo”, dziękują i rozważają powtórkę tak często, jak mają na to ochotę 😊

Całościowo – żeby uczestnik przesunął się w kolejce od „inwestycji” do „błogosławieństwa”, do kręgu muszą dołączyć kolejne 23 osoby. Z których sam rekrutuje tylko 2, ma więc minimalny wpływ na to, czy w ogóle uda mu się dotrzeć do centrum „mandali”. Szansa na to jest więc realistycznie bardzo niska i spada wraz z każdym kolejnym poziomem „mandali” (nigdy nie wiesz, na którym jesteś). A nawet jeśli znajdziesz się wśród szczęśliwców, którym uda się otrzymać „dar”, zawsze gdzieś pod tobą będą ofiary, które stracą swoją „inwestycję”.
Nie dziwi więc desperacja „rekruterów” i uciekanie się do różnych metod manipulacji (być może nie zawsze świadome). Na tym etapie rozumie się już zazwyczaj, w co się weszło i… pozostaje z podniesioną głową przyznać się do błędu i przełknąć straconą „inwestycję” lub ulec dysonansowi poznawczemu[2], uwierzyć w obietnicę „błogosławieństwa” i spróbować zwabić kolejne osoby.

Dlaczego to głębszy problem?
Przymierzałam się do napisania lub nagrania czegoś na ten temat już od dłuższego czasu. Dlaczego ten wątek zaczął mnie tak nurtować?
Pierwszy powód jest bardzo osobisty. Przy pierwszej próbie rekrutacji przez znajomą jakoś mnie nie uderzył, bo i tak nie było mnie stać na „inwestycję”, a i znajoma wykazała się szlachetną łagodnością i nie naciskała. Za to druga, parę lat później, trafiła mnie prosto w miękkie podbrzusze. Byłam właśnie w trakcie psychoterapii i przepracowywałam na niej między innymi temat finansów i mojego podejścia do nich. W dodatku czułam się samotna i zdołowana. Gdy napisała do mnie koleżanka z pytaniem, czy mam czas porozmawiać, byłam cała w skowronkach. Poczułam nadzieję, że to może być początek fajnej relacji. Otworzyłam przed nią serce, by w trakcie dowiedzieć się, że wcale nie chodziło o miłą pogawędkę o życiu, tylko o to, żeby zaoferować mi „inwestycję życia”.
Gdy w opisie „inwestycji” pojawiły się wszystkie czerwone flagi, przeszukałam Internet i potwierdziłam swoje obawy.
I zrobiło mi się po prostu niedobrze.
Niedobrze, bo ktoś, kto stworzył tę piramidę, żeruje na kobietach z mojego środowiska. Żeruje na tym, że chcą spełniać swoje marzenia i brakuje im na nie środków. I pozbawia ich tych środków. Żeruje na znajomości ludzkiej psychiki, posługując się manipulacją, dysonansem poznawczym, technikami sprzedażowymi rodem z MLM. Żeruje na niepewności, traumach, na niskim poczuciu własnej wartości. Żeruje na kryzysie (najwięcej ofert przystąpienia do „kręgu” dostawałam podczas pandemii). Niszczy, nadużywa relacje i wzajemne zaufanie. I obiera sobie na cel osoby w trudnej sytuacji finansowej (no nie czarujmy się, 7 tysięcy złotych obiecywane jako „dar” to nie jest jakaś zawrotna kwota, a i tak trzeba się na nią napracować poprzez „rekrutację”. Tyle samo można zarobić przez dwa miesiące średnio dobrze płatnej pracy. Kto się na to skusi? Osoby, dla których jednak jawi się to jako wysoka kwota).
I depcze przy tym rzeczy, które mogą być wartościowe i piękne, używając słów w niewłaściwym znaczeniu.
Takich słów jak kobiecy krąg. Ekonomia daru. Inwestycja w siebie.
Bardzo zależy mi na tym, by nie było tu nieporozumień.
Prawdziwa ekonomia daru to nie jest piramida finansowa. Prawdziwa ekonomia daru polega na tym, że usługobiorca sam wycenia, ile jest dla niego warta usługa, za którą płaci. A inwestycja w siebie na tym, że inwestujemy w doświadczenia, wiedzę i umiejętności, które wzbogacą nas na lata i staną się podwaliną naszych życiowych, zawodowych lub interpersonalnych kompetencji. A kobiecy krąg to krąg wsparcia kobiet, w którym spotykamy się ze sobą na równi. Nie trzeba płacić tysiąca, żeby mieć dostęp do kontaktów, relacji i wzajemnej motywacji.
Świat samorozwoju i eksploracji świadomości jest naprawdę bogaty w rzetelne, mądre i wartościowe warsztaty i kursy, które w zamian za daną cenę oferują namacalną wartość, której otrzymanie nie jest uwarunkowane rekrutacją kolejnych klientów.
Ironiczny wątek na koniec?
„Krąg Obdarowywania” naprawdę może stać się swoistą inicjacją czy procesem, który cię rozwinie. Ten moment następuje, gdy uświadamiasz sobie, że nieuchronnie piramida się zawali i stajesz przed decyzją, czy pozostać w grze i wabić kolejnych rekrutów, czy stanąć w prawdzie i przyznać przed sobą, że padłaś ofiarą manipulacji i dezinformacji, przełknąć gorzką pigułkę straty i świadomie postanowisz zrezygnować z walki o „błogosławiestwo” i dalszej rekrutacji… a może nawet podejmiesz próbę rozmowy na ten temat z innymi uczestniczkami kręgu. Jestem ciekawa, czy to kiedykolwiek się zdarzyło.
Na koniec pragnę jeszcze raz podkreślić, że celem tego tekstu nie jest krytyka ani wyśmianie dziewczyn, które zostają wciągnięte w tego typu piramidy. Postrzegam je jako ofiary wyrafinowanego, makiawelicznego i zakrojonego na szeroką skalę oszustwa i to osoby, które są twórcami tego typu piramid są głównym celem mojej krytyki i źródłem obrzydzenia.
Mam nadzieję, że powyższy tekst wniósł do twojego życia coś ciekawego i wartościowego. Jak dotąd nie znalazłam w polskim internecie nikogo, kto by poruszył ten temat. Jeśli znasz takie materiały – będę wdzięczna, jeśli mi je podeślesz. Sama podczas własnych badań posiłkowałam się tą stroną, którą znalazłam przy pierwszej próbie zgłębienia tematu:
P.S.
Po napisaniu tego tekstu odkryłam jeden polski podcast, w którym jest mowa o „mandali kobiet” jako piramidzie finansowej.
Znajdziecie go tutaj.
Warto go posłuchać, bo autorka wymienia w nim dodatkowe czerwone flagi, jakie pojawiły się, kiedy sama została zaproszona do „mandali kobiet”: tajność całej procedury, prośba o nie konsultowanie swojej decyzji z bliskimi, szczególnie mężczyznami i o nie wyszukiwanie tematu w Internecie, bo to „kłamstwa”. Dodatkowo autorka wspomina o tym, że poszczególne „mandale” różnią się między sobą kwotami a nawet walutami wpłat za wejście w zależności od tego, kto akurat siedzi w centrum mandali.
[1] Gaslighting – forma psychologicznej manipulacji, w której osoba lub grupa osób umyślnie tworzy w osądzie ofiary wątpliwości wobec własnej pamięci czy percepcji, często wywołując u niej dysonans poznawczy i inne stany, takie jak niskie poczucie własnej wartości (źródło przypisu: Wikipedia).
[2] Dysonans poznawczy – stan nieprzyjemnego napięcia psychicznego, pojawiający się, gdy jednocześnie występujące elementy poznawcze, dotyczące poznawanego zjawiska, wydarzenia (np. obrazy, dźwięki, opinie i komentarze osób towarzyszących) są niezgodne ze sobą. Dysonans może wystąpić także, gdy zachowania osób nie są zgodne z postawami tych osób w przeszłości. Stan dysonansu wywołuje dyskomfort i napięcie motywacyjne co za tym idzie związane z nim zabiegi, mające na celu zredukowanie lub złagodzenie napięcia. Może się to objawiać potrzebą zagłuszenia, zignorowania obrazu, lub dowolnego innego z wybranych bodźców, w tym informacji i opinii przekazywanych przez osoby towarzyszące procesom poznawczym. (Żródło przypisu: Wikipedia)

Dodaj komentarz