Kilka słów o tym, jak język kształtuje nasze myślenie
Zapraszam do lektury krótkiej refleksji na temat słownictwa, jakiego używamy w dyskursie psychodelicznym i jak wpływa on na nasze postrzeganie tego tematu.
Jak zmienić swój umysł?
Na Netflixie jest już dostępny czteroodcinkowy miniserial dokumentalny pt. „How to change your mind” – „Jak zmienić swój umysł”. Tytuł o tyle chwytliwy w oryginale, że oznacza również „Jak zmienić zdanie”.
Dziennikarz Michael Pollan zabiera widza do świata psychodelików, pokazując ich historię, historię badań nad nimi, polityczne tło ich delegalizacji, nadzieję na przyszłość jeśli chodzi o badania naukowe i terapeutyczne zastosowanie.
Jak zawsze czuję się mocno poruszona, że temat coraz bardziej żyje w tak zwanym mainstreamie. W końcu doczekaliśmy się czasów odwilży w „wojnie z narkotykami”, kiedy wiedza i fakty rozwiewają propagandę i zasiany lęk. Kiedy jest przestrzeń na to, żeby o psychodelikach opowiadali ludzie, którzy je znają, badają, odkrywają, a nie ci, którzy je tylko zwalczają i tak naprawdę nie wiedzą o nich nic poza tym, co usłyszeli w miejskich legendach albo wyczytali w policyjnym przewodniku.
Po obejrzeniu pierwszego odcinka oczywiście polecam, szczególnie osobom „nie w temacie”, bo to świetny sposób, by się z nim zapoznać. A „temat” będzie coraz bardziej obecny w dyskursie i naszym życiu, gwarantuję.
Przychodzi do mnie ostatnio często myśl, że jednak ta obecność w mainstreamie to tylko jeden element układanki zmiany społecznej percepcji tych substancji.
Jak słownictwo wpływa na nasze postrzeganie świata?
Elementem, który wydaje mi się niezwykle istotny, a często bywa pomijany, jest język i jego wpływ na nasze postrzeganie świata.
Stąd często można znaleźć w moich wpisach hasło „psychodeliki to nie narkotyki”.
Przeciętny człowiek wciąż wrzuca wszystkie nielegalne substancje psychoaktywne do jednego worka pod tytułem „narkotyki„. Tak zostaliśmy wytresowani w szkole, przez rodziców i inne „autorytety” ostrzegające nas przed niebezpieczeństwem uzależnienia.
Tak się przyjęło mówić i nikogo to nie dziwi. Z policyjnego i prohibicyjnego punktu widzenia jest to poprawne.
„Zmień swój język, a zmienisz swoje myśli” – Karl Albrecht
A jednak jeśli przyjmiemy, że świat definiowany policyjnie i prohibicyjnie to niekoniecznie jest wymarzony świat, do którego dążymy, być może zechcemy bliżej przyjrzeć się temu stygmatyzującemu słownictwu.
Słownictwu, które zrównuje substancje uzależniające i potencjalnie śmiertelne w przypadku przedawkowania (heroina, kokaina, metamfetamina, alkohol) z substancjami mającymi pewien potencjał uzależniający, ale również szerokie zastosowanie medyczne (konopie, ketamina, MDMA) i tymi, które nie uzależniają fizycznie, nie stanowią zagrożenia pod względem przedawkowania i wykazują liczne zastosowania terapeutyczne (LSD, psylocybina).
Do tego mamy takie rzeczy jak amfetamina, będąca legalnym składnikiem leku na ADHD czy benzodiazepiny, powszechnie stosowane w psychiatrii, ale stanowiące ogromne ryzyko uzależnienia.
I co, wszystko to „narkotyki”? Powiedzieć „narkotyki” to jak powiedzieć „warzywa” – niby coś tam wiesz (że nielegalne i wpływa na świadomość), ale jednak wiesz niewiele (czy dostaniesz paprykę, którą uwielbiasz, czy karczocha*, którego nie cierpisz; czy dostaniesz psylocybinę, która zmieni twoje postrzeganie świata i pomoże wydostać się z depresji, czy bucha metamfetaminy, który na długo uszkodzi ci układ nagrody i odbierze radość życia).
Bogactwo językowe nie ma końca
A przecież mamy tak dużo słów, które pozwalają nam wzbogadzić nasz wokabularz i być bardziej precyzyjnymi w komunikacji.
Terapia z użyciem MDMA? Tak, 𝗲𝗺𝗽𝗮𝘁𝗼𝗴𝗲𝗻𝘆 to ciekawy kierunek badań.
Kolega uzależniony od amfetaminy? Tak, 𝘀𝘁𝘆𝗺𝘂𝗹𝗮𝗻𝘁𝘆 mogą rodzić potencjał nadużyć.
Epidemia uzależnień od fentanylu i oksykodonu w USA? Tak, mowa o epidemii 𝗼𝗽𝗶𝗼𝗶𝗱𝗼𝘄𝗲𝗷.
Ketamina lekiem na depresję?
Świetnie, zbadajmy też inne 𝗱𝘆𝘀𝗼𝗰𝗷𝗮𝗻𝘁𝘆 pod tym kątem.
Mikrodawkowanie LSD jako nowa moda w Dolinie Krzemowej? Tak, podobno 𝗽𝘀𝘆𝗰𝗵𝗼𝗱𝗲𝗹𝗶𝗸𝗶 pomagają w szukaniu kreatywnych rozwiązań.
Widzicie, jak łatwo i ładnie?
Zachęcam z całego serca do uważnego przyglądania się temu, jakiego języka używamy na co dzień. Dużo mówi się o nieużywaniu stygmatyzującego języka względem osób o odmiennej orientacji, ekspresji płci czy narodowości.
A co z językiem, który wpływa na nasze postrzeganie substancji i roślin psychoaktywnych, prawa ich dotyczącego i osób, które są ich użytkownikami?
W końcu każdego dnia mamy wybór. Czy kształtować za pomocą używanego języka lepszy, bardziej zaktualizowany świat, czy utrwalać dawne stereotypy.
*sorry fani karczochów, to tylko przykład. sama uwielbiam karczochy na pizzy.
**pozdro dla wszystkich znajomych, którzy już przewracają oczami, jak kolejny raz usłyszę od nich „narkotyk” w kontekście MDMA albo psylocybiny i poprawiam na „empatogen” albo „psychodelik”. wiecie, że was uwielbiam.


Dodaj komentarz